część 3
sobota, 23 stycznia 2016 19:30

Szkolenie językowe „Fluency and Language Development for Educational Staff” było dla mnie niesamowitym przeżyciem, było idealne pod każdym względem. Super przygoda, niezwykle efektywna nauka, wspaniali nauczyciele z całej Europy, cudowny kraj. Cóż więcej sobie wymarzyć.

Dzięki projektowi unijnemu, trzech nauczycieli z naszej szkoły, nieuczących języka angielskiego, zakwalifikowało się na kurs. Dostaliśmy dofinansowanie w ramach Programu Operacyjnego Wiedza Edukacja Rozwój (PO WER), współfinansowanego z Europejskiego Funduszu Społecznego.

Miałam wyjechać w lipcu razem z panią dyrektor Bożeną Kondratiuk i panią Beatą Piełowską. Wykonałam test on- line, kwalifikujący do odpowiedniej grupy, zakupiłam bilet lotniczy, opłaciłam kurs, lecz z przyczyn zdrowotnych wyjazd nie doszedł do skutku. Dzięki uprzejmości i życzliwości dobrych ludzi udało się go przełożyć na październik.

Wyjazd był dla mnie niezłym wyzwaniem. Pierwszy raz leciałam do nieznanego mi kraju zupełnie sama. Zazwyczaj towarzyszyła mi rodzina czy znajomi. Po drugie leciałam na kurs języka angielskiego, w którym to języku (mimo wielu lat nauki) nie bardzo potrafiłam przemóc się, aby rozmawiać.

Wyleciałam 2 października 2015r. w piątek i po trzech godzinach lotu cel został osiągnięty. Na lotnisku oczekiwała na mnie osoba, która zawiozła mnie do hotelu. I tu zaczęła się przygoda z językiem. Okazało się, że na lotnisku, w drodze do hotelu i w samym hotelu wypada się porozumieć i jedynym językiem komunikacyjnym jest język angielski. Należało szybko przełamać barierę i zacząć mówić. Początki były trudne, ale okazało się, że nie jest tak źle. Ludzie wykazywali zrozumienie i z czasem było coraz lepiej.

Przed rozpoczęciem kursu, postanowiłam wykorzystać czas maksymalnie na zaznajomienie się z kulturą maltańską i jej krajobrazem. Dostałam mapkę okolicy szkoły i jednocześnie mojego miejsca zamieszkania. W sobotni poranek po śniadaniu udałam się na najbliższą plażę i oczywiście spróbowałam temperaturę wody. Była doskonała, mimo, iż był październik. Rytuał powtarzałam codziennie. Oczywiście tego dnia zwiedziłam również okolicę. Okazało się, że tego dnia wieczorem w Vallettcie, stolicy Malty, jest fiesta. Pojechałam, więc miejskim autobusem i po pół godzinie byłam na miejscu. Wszystkie muzea, kościoły stały otworem, zwiedziłam też pokoje prezydenckie. Na ulicach rozbrzmiewała różnorodna muzyka. Było bardzo dużo ludzi i wszyscy świetnie się bawili.

Niedzielę spędziłam na rejsie statkiem na dwie zamieszkałe wysepki maltańskie: Gozo i Comino. Zaokrętowałam się w Sliemie i po dwugodzinnym rejsie osiągnęliśmy cel. Najpierw zwiedziliśmy Gozo autobusem, gdzie można było wysłuchać przewodnika – nawet w języku polskim, gdyż tłumaczenia były dostępne w kilkunastu językach. Okazało się, że Malta ma niesamowicie bogatą i ciekawą historię, sięgającą 5000 lat przed naszą erą. Pozostałości z różnych okresów historycznych jest bardzo dużo. Dotarliśmy też do przepięknego miejsca nad wodą, do niesamowitych formacji skalnych – Dwejra. Po zwiedzeniu Gozo udaliśmy się statkiem na Comino, gdzie można było się wykąpać w przejrzystej wodzie Blue Lagoon.

Cóż, po intensywnie spędzonym weekendzie, nadszedł czas na wytężoną pracę. W poniedziałek rozpoczęła się nauka. Po zarejestrowaniu się w szkole, powitano nas serdecznie i podzielono na grupy. Moja grupa liczyła w pierwszym tygodniu pięć osób, a w drugi cztery. Z przemiłą panią nauczycielką udaliśmy się do niedużej salki, gdzie przy owalnym stole spędziliśmy razem na nauce języka angielskiego wiele godzin. Cztery razy w tygodniu po sześć godzin i raz „short day”, czyli cztery godziny lekcyjne angielskiego. Zajęcia były intensywne. Dużo rozmawialiśmy, powtarzaliśmy wybrane elementy gramatyki, zaprzyjaźnialiśmy się z nowym słownictwem, słuchaliśmy muzyki w języku angielskim, oglądaliśmy krótkie filmy, bawiliśmy się. Wszystko z użyciem najnowszych technik TIK. Poznaliśmy bardzo ciekawe i użyteczne strony do nauki języka angielskiego. Zajęcia prowadzone były z zastosowaniem metod aktywizujących, które miałam okazję sobie odświeżyć. Dowiedzieliśmy się wiele na temat historii, kultury i zwyczajów na Malcie. Porównaliśmy również różne systemy edukacji obowiązujące w naszych krajach, dyskutowaliśmy o problemach i stosowanych rozwiązaniach. Mieliśmy również konferencję poświęconą Content and Language Integrated Learning. Nauka z native speakerem, czyli nauczycielem mówiącym na zajęciach wyłącznie w rodzimym języku (na Malcie oprócz języka maltańskiego, język angielski jest językiem oficjalnym), stwarzała konieczność rozmawiania wyłącznie w tym języku na zajęciach. Nie było, więc wyboru i należało wyrażać swoje myśli po angielsku. Wieczorem z przyjemnością spędzałam czas na nauce własnej języka.

Pierwszego dnia po zajęciach zostaliśmy zaproszeni na poczęstunek. Dla mnie niesamowita sprawą było spotkanie przy jednym stole Greczynki, Hiszpanki, Szwajcarki, Niemki, Czeszki i mnie, czyli Polki - rozmawiałyśmy oczywiście po angielsku. Przemiłe spotkanie fajnych, ambitnych osób, nauczycieli z rożnych państw. Zawarte znajomości, mam nadzieję przetrwają przez długie lata.

Szkoła zorganizowała również wycieczki po wyspie, oczywiście po zajęciach i oczywiście z przewodnikiem mówiącym po angielsku. Następna fajna przygoda z językiem. Byliśmy w historycznych miejscach: Temples, które sięgają czasów starszych niż Stonehenge, Mdinie – najstarszej stolicy Malty z cudownymi uliczkami i niesamowitymi budowlami, w Vallettcie, którą odkryłam po raz drugi i zachwyciła mnie kolejny raz. Tu także byliśmy zaproszeni do sali kinowej, gdzie przybliżono nam historię Malty. Oglądaliśmy następne cudo natury tej pięknej koralowej wyspy - Blue Grotto.

Kolejny weekend spędziłam po drugiej strony wyspy na przepięknych piaszczystych plażach Golden Bay i Ghan Tuffieha, położonych w pięknych zatoczkach, spacerowałam po okolicznych wzgórzach, zachwyciłam się pięknymi zachodami słońca nad morzem. W sobotni wieczór trafiłam na kolejną fiestę, tym razem do rozświetlonego mnóstwem latarenek Birgu, jednego z najstarszych twierdz maltańskich. Było cudnie.

Warto również wspomnieć, że język angielski towarzyszył mi wszędzie: w restauracjach, sklepach, autobusach, na lotnisku, po prostu w życiu codziennym.

Po czternastu dniach wróciłam do Polski, naładowana cudownymi przeżyciami, pięknymi widokami i przede wszystkim bardzo pozytywnym nastawieniem do dalszej nauki języka, rozwijaniem kompetencji nabytych podczas kursu. Jestem pewna, że uda mi się wykorzystać nabyte doświadczenia zarówno w pracy zawodowej jak i w życiu osobistym. Ten sposób nauki języka mogę z całą odpowiedzialnością polecić innym.